Dom Pomocy Społecznej posiada 113 miejsc dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie oraz ze sprzężonymi niepełnosprawnościami. Mieszkańcy przebywają w VII grupach zwanych „Rodzinką”. Zapewniamy im całodobową opiekę. Zaspakajamy podstawowe potrzeby bytowe, edukacyjne, społeczne i religijne poprzez:

  • uwzględnienie stopnia sprawności intelektualnej, psychicznej i fizycznej mieszkańca;

  • zabezpieczenie wolności, bezpieczeństwa i godności,

  • zabezpieczenie intymności,

  • opracowanie indywidualnego planu wspierania dla mieszkańca Domu oraz jego realizacja przez zespół terapeutyczno-opiekuńczy.

Dom Pomocy Społecznej w zakresie potrzeb bytowych i opiekuńczych zapewnia:

  • miejsce zamieszkania,
  • wyżywienie,
  • odzież i obuwie dla mieszkańców nie mających własnych dochodów,
  • utrzymanie czystości,
  • udzielanie pomocy w podstawowych czynnościach życiowych,
  • pielęgnację,
  • pomoc w załatwianiu spraw osobistych i urzędowych,
  • opiekę pielęgniarską i lekarską.

Działania wspomagające Dom obejmują:

  • udział w terapii zajęciowej,
  • rehabilitację i inne formy terapii prowadzone w Domu,

  • podnoszenie sprawności i aktywizowanie mieszkańców,

  • zaspokajanie potrzeb religijnych i kulturalnych,

  • stymulowanie nawiązywania, utrzymywania i rozwijania kontaktów z rodziną i środowiskiem społecznym,

W zakresie potrzeb edukacyjnych zapewniamy:

  • pobieranie nauki w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Pelplinie

  • nauczanie indywidualne na terenie Domu

Organizując życie mieszkańców Dom kierujemy się zasadą miłości. Preferujemy:

  • podmiotowe i indywidualne traktowanie,

  • akceptację inności,

  • poszanowanie wolności, godności, niezależności i intymności,

  • troskę o bezpieczeństwo na terenie placówki,

  • opiekę i bezpieczeństwo w trakcie zajęć organizowanych poza Domem;

  • pełny dostępu do świadczeń zawartych w ofercie Domu,

  • aktywny tryb życia przez zaangażowanie w czynności życia codziennego, (zabawę, sport, naukę, pracę);

  • współtworzenie i pielęgnowanie relacji ze środowiskiem lokalnym.

Najważniejszym zadaniem jest stworzenie atmosfery domu rodzinnego, miłości oraz dobroci, która ma przywrócić dzieciom poczucie bezpieczeństwa, przynależności, radości i wydobyć ukryty w nich potencjał.

System rodzinkowy wymarzony przez czcigodną sł.b. Matkę Wincentę Jaroszewską

...a co to takiego?

Trudno nazwać rzeczywistość bliską sercu, tę stanowiącą atmosferę, w której się żyje, powietrze, którym się oddycha, wodę, którą każdego dnia się pije i chleb, którym co dzień się karmi. Może jednak trzeba nam wracać do początków, do źródeł, bez których jeszcze mniej rozumiemy: dlaczego?, po co?, w jakim celu?, z jakiego powodu? …

Choćby RODZINA? Ten upragniony, idealny zestaw, który jedni mają w pakiecie, inni zaś całe życie usiłują odgadnąć, co to znaczy? Matka, ojciec, brat, siostra?

Matka Wincenta wiedziała, jak to jest, mieć rodzinę i nie mieć rodziny: jako dwuletnie dziecko utraciła bezpowrotnie Ojca, pięć lat później została sierotą bez Matki, ukochana Babcia też odeszła… Znała różnicę: mieć rodzinę a doświadczać jej braku, gdy każdy, choć kochany, choć bardzo kochający… odchodzi. I to też poznała, że nikt, najbardziej kochający, nie utuli sieroctwa, nie ukoi do końca, że ranę serca tylko Boża miłość zabliźnić zdoła, do miłości uzdolnić tylko Boża łaska może.

Dlatego zranionym boleśnie przez życie wymarzyła RODZINKĘ.

Ileż tkliwości w samym zdrobnieniu RODZINKA!

Nam, otrzaskanym o serial ”Rodzinka.pl”, zdrobniałość wydaje się banalna, jakoś pomniejszająca może… Dla Matki Wincenty niosła w sobie cały ciężar sieroctwa, tęsknoty a nade wszystko nadziei na przyszłość, na dobrą przyszłość! Oto człowiek, który do dziś doświadczał w swoim życiu tylko biedy, bólu, odrzucenia, nędzy, pogardy… zostaje członkiem RODZINKI! Przynależność ta zwróci mu sponiewieraną godność, uczyni go KIMŚ ważnym, chcianym, wyjątkowym, kochanym!

Matka Wincenta bardzo zabiegała o to, aby dzieci trafiające do naszych ośrodków miały na początek RODZINKĘ i DOM, aby człowiek bezdomnym nie był…,aby człowiek niczyj nie był…

Dom, kolejna rzeczywistość, którą niby to znamy, rozumiemy, przyzwyczailiśmy się do treści…

Umówmy się, że tak jak rodzina stanowi pierwsze środowisko społeczne, gdzie odkrywamy naszą tożsamość, godność, zdolność przyjmowania miłości i ofiarowania jej tym wszystkim, którzy wraz z nami tę rodzinę tworzą, tak dom stanowi te granice zewnętrzne, które pozwalają nam rosnąć, które oddzielają nas od innych podobnych, tak byśmy nie rozpłynęli się z niedookreślenia: ja-czy-nie-ja?, my-czy-nie-my?.

Co o domu wiemy? Że musi mieć ściany, dach, podłogę, drzwi, okna?

Od czego zaczniemy? Podłoga: o, ta jest bardzo potrzebna, jest płaszczyzną, która pozwala nam być tu i teraz, mocno wiedzieć co jest, zakorzenić się w rzeczywistości i oczywistości;

dach: daje nam pewność, że Bóg nad nami czuwa, schowa nas przed deszczem, mrozem, słońcem czy nocnym chłodem, bo, choć jest Niewidoczny, nie jest nieobecny, dając nadzieję, że jak Niebo nad ziemią, jak dach nad domem, tak On nad nami… Ściany też są ważne: ta przede mną, najczęściej z oknem, abym mogła w przyszłość popatrzeć; ta za mną, z drzwiami, bo skądś tam przyszłam, od kogoś mam życie, by je nieść w jutro, dziś jeszcze niewiadome, lecz pewne, ta z prawej strony, z portretami przyjaciół, i ta z lewej, od serca, gdzie trzymam pamiątkę od Mamy… i stół, przy którym z bliskimi usiądę, szafa i łóżko, dywan czy serwetka, to wszystko, co schowam na malowanie, a co skrzętnie przyniosę, by dom był jak dawniej, jak wczoraj…Może dom sprawia, że mam wrażenie, że zawsze byłam i nigdy nie przestanę istnieć, bo Bóg mi obiecał, że w swoim domu ma dla mnie mieszkanie? Miejsce nas warunkuje, mówimy, mając na myśli, że sprawia, że myślimy o sobie konkretnym językiem, używamy konkretnych słów, pojęć, niuansów-znanych tylko u nas w domu, zrozumiałych tylko przez nas – i może nigdzie indziej na świecie? Bo to, że właśnie my, że w tym czasie, że w tym domu naprawdę ma znaczenie, nadaje sens przedmiotom i wydarzeniom.

Rodzinka mieszka w Domu. Składa się z określonych osób, które do niej należą: tzw. Mieszkańców (nazwa wzięta z ustawy o pomocy społecznej; osobiście nie lubię tego określenia, jest dla mnie jednowymiarowe, bierze pod uwagę zaledwie aspekt zamieszkiwania, a nie zadomowienia, którego bym chciała dla bliskich mi osób i nie obejmuje perspektyw wzrostu, rozwoju, relacji) oraz Personelu. Wymiar relacyjny w Rodzince jest fundamentalny: to, że jestem i to kim jestem określa przecież moje prawa, obowiązki, zależności i możliwości. Zapomnijmy więc na chwilę o obowiązujących normach nazewnictwa i zajrzyjmy do wnętrza. Kto stanowi Rodzin(k)ę? Ojciec, Matka, Dzieci – i ta cała sieć wzajemnych powiązań. Tylko pozornie jest to liczna-patologiczna-rodzina -bez -ojca: My mamy Ojca w Niebie! Bóg, Najlepszy z Ojców, Tatuś kochany: rzeczywiście troszczy się, abyśmy jako Jego Dzieci zachowali tożsamość i godność. To On ustala zasady i normy, według których żyjemy w naszym Domu, a są nimi Przykazania, które wyznaczają nam granice zachowań: tak powinniśmy, a tak nie możemy, nie wolno nam, jeśli chcemy nie sponiewierać godności i dobrego imienia swojej rodziny. Mamy też Matkę, która z miłością się o nas troszczy, umie wytłumaczyć, dlaczego Tata tak chce, a czasem prosi, by zwyczajnie zaufać, że Tata ma wspaniały projekt na ciekawą przygodę, a będzie ona niezwykła właśnie dlatego, że kolejne zadania będziemy musieli dopiero odnaleźć, bo niespodzianki są jak ekstra punkty składające się na nagrodę. Tę rolę, niejako w zastępstwie, Matka Wincenta wyznaczyła Siostrze a dziś każdej pani opiekunce. Może więc wybrać, kto i co ma zrobić, jak i za pomocą jakich środków dany cel osiągnąć, jak rozłożyć dyżury, by nie tracić czasu na ciągłe ustalanie, przypomnieć kto na którą do szkoły, kto zaś na terapię, rehabilitację czy na umówioną wizytę u lekarza, bo ktoś te wszystkie szczególiki przecież musi pamiętać. I kiedy czyjeś urodziny, imieniny czy Święto Rodzinkowe”, i wymyśleć, co w tym roku zrobimy jak zawsze, co zaś zupełnie inaczej niż poprzednio, aby świętować bezpiecznie, że każdy będzie ważny, potrzebny, jedyny…” Ma być jak Matka”, powiedziała. I zapewniła, że wspomoże swoim autorytetem. Każdy, kto odpozna, że może ogarnąc swoim sercem małą cząstkę społeczności, Rodzinką zwaną, że chce ją tworzyc i do niej, chocby tymczasem, należec nie jako gośc, lecz jak domownik, to ważne zadanie podjąc i wypełnic, jest zaproszony do współtworzenia, do bycia Matką. Jesteśmy jak Rodzeństwo wzajemnie się wspomagające, ogarniające nawzajem i wzajemnie z siebie dumne. Mamy zadania na miarę możliwości, czasem pozornych niemożliwości, bo dziś jeszcze czegoś nie umiem, a mojej siostrze, bratu już doskonale wychodzi, ale jutro może mnie już zachęci, bym spróbowała, bo sam zechce zrobić coś innego? Albo może będzie chory i ja będę mogła mu pomóc, bo już będę umieć?

Rodzinka nie jest statyczna, mimo że pozornie co dzień to samo: wstajemy, jemy śniadanko, praca, obiadek, rozrywka, kolacyjka i spanko… Każdy dzień niesie wyzwania i zadania, czasem o nucie sportów ekstremalnych. Każdego dnia też bardziej się poznajemy, czasem zamykamy w rutynie i szarości, innym razem odkrywając wszystkie barwy tęczy. Mamy też duże zaplecze: terapie, rehabilitacje, szkołę. A mimo to uważam, że najistotniejszą jest tzw terapia obcowania, która pozwala nam rosnąć na polu pt Rodzinka. To ona sprawia, że ma sens i treść wyczytane gdzieś zdanie, „Wzajemność nie jest zwykłą wymianą rzeczy: jest wtedy, gdy każdy może powiedzieć: jestem sobą dzięki Tobie”

W Bielawkach takich Rodzinek jest siedem.

Siostra Samarytanka

Trud i radość porozumiewania się

Gdy zastanawiam się nad formą scharakteryzowania osoby niepełnosprawnej intelektualnie, tak, aby stała się ona dla czytelnika bliska i zrozumiała, a jednocześnie usiłując uniknąć klasyfikacji według ilorazów inteligencji i wszelkich innych segregacji i szufladkowań, dochodzę do wniosku, że najlepszym sposobem do przedstawienia Państwu mieszkańców DPS Bielawki będzie zdolność do nawiązywania porozumienia – nawiązania dialogu, słuchania, komunikowania swoich potrzeb i emocji. Nasza praca, bowiem polega właśnie na porozumiewaniu się – bez niego nie ma nauki, współpracy, zrozumienia. Bez porozumiewania uczucia rodzą się wolniej i trudniej.Mogłoby się wydawać, że wielu z naszych mieszkańców owej zdolności do porozumiewania się nie posiadło, zrezygnowało z kontaktu z otaczającym je światem, z ludźmi, z przedmiotami. Są tacy, którzy chętnie odmówiliby im człowieczeństwa, którzy wątpią nie tylko w sens naszej pracy, ale w sens istnienia ,,osoby TAK upośledzonej.’’

Dla mnie praca z kimś, kto pozornie ignoruje, a nawet unika jest nieustannym odkrywaniem tajemnicy, bo tak naprawdę to nikt nie wie, co się dzieje w duszy i mózgu człowieka odciętego od rzeczywistości. Zdecydowanie nie jest prawdą, że się nie porozumiewa. Jeżeli Joanna opuszcza pokój, do którego weszłam, to jest komunikat ,,nie ruszaj mnie’’.
Jeżeli Kasia po przebudzeniu krzyczy, to jest powitanie dnia. Iwona, niewidoma, bez fizycznej możliwości poruszania się swoje frustracje wyraża nie tylko krzykiem, ale i biciem się dłońmi po twarzy. Beata podobny protest wyrażała latami, aż wreszcie ktoś go prawidłowo odczytał i znalazła spokój i odpowiednią dla siebie stymulację w basenie, pełnym piłek, spod których niekiedy widać tylko jej oczy, czujne i uważnie śledzące każdy ruch w otoczeniu. Jej imienniczka zawsze podąża ku światłu swoim niepewnym, chwiejnym krokiem, napawając nas lękiem, że za chwilę się przewróci i zrobi sobie krzywdę.
Ćwiczą naszą uważność, bo bez uważności nie odgadniemy ani cząstki ich tajemnicy. Ćwiczą naszą pokorę, bo zmiana ich stanu wykracza poza ludzką wiedzę. Ćwiczą naszą miłość, gdyż jak już wcześniej napisałam, uczucia bez porozumienia rodzą się trudniej. A jednocześnie dają nam poczucie, że jesteśmy dla nich jedyni i najważniejsi, bo bez nas przestałyby istnieć.

Z zamknięcia, z izolacji od świata część mieszkańców wydobywa się powoli-niektórzy uśmiechają się i patrzą nam w oczy, inni dążą do fizycznego kontaktu, nie tylko przytulenia, ale i zaczepki, uszczypnięcia, szarpnięcia za odzież. Inni mają swoje słowa czy zdania- klucze. Karolina, która z niewiadomych przyczyn ze wszystkich sił dąży do autodestrukcji, woła ,,mama’’,naśladuje głosy kotka i pieska. Alicja niesłysząca, bez przerwy woła gestem ,,pojechać po zakupy’’. Inna Karolina, podobnie jak Madzia, mimo że pozbawione zdolności mowy i poruszania się, całą sobą wyrażają ciekawość świata, radość, że coś się dzieje i chęć uczestnictwa we wszystkim. Słowa- klucze rozrastają się do monologów, jak u Moniki skupionej, bez reszty na zdrowiu – niekiedy jest lekarzem ze stetoskopem i aparatem do pomiaru ciśnienia, niekiedy zaś niezwykle chorą pacjentką.

Stopniowo monolog zamienia się w dialog i niektórzy nasi mieszkańcy na naszych oczach odkrywają radość z porozumienia i współpracy. Kasia staje się mistrzynią słania łóżek, a ogromną satysfakcję stwarza jej możliwość powiedzenia ,,Ja wiem, pamiętam’’. Mariola, (pomimo, że ma silne zaburzenia równowagi) nie zrezygnuje z nakrywania do stołu. Ewa odczuwa radość z samej konwersacji, przekazywania informacji(ktoś złośliwy mógłby to nazwać zwykłym plotkarstwem), a także z utarczek słownych.

Wzajemne zrozumienie przypomina u niektórych mieszkańców moment pierwszego wyjścia malutkiego stworzonka z norki na słoneczny, pełen zapachów i nowych, nieznanych spraw świat. Ci uczestnicy dialogu dają nam ogromną radość sprawstwa i uczestnictwa w rozwoju.

Są także mieszkańcy, którzy w dialogu ze światem pozostają od zawsze lub od bardzo dawna. Dialog ten jest niekiedy nacechowany silnymi emocjami, tymi pozytywnymi i tymi nie do końca pozytywnymi, ponieważ nie wyrażają zgody na wiele rzeczy i zjawisk, ale i darzą uczuciem, interesują się, troszczą, służą pomocą. Czasami wydaje się nam, że ktoś sztucznie postawił granicę między nami- pracownikami, a nimi- podopiecznymi, kiedy indziej zaś przypominamy sobie, że jednak jesteśmy dla nich przewodnikami i oparciem, często jedynym, jakie posiadają. Gabrysia cicha i posłuszna, choć włada tylko jedną ręką, pracuje za dwóch i nigdy nie trzeba jej mówić, co ma robić. Ewa, która jak nikt myje okna i obraża się, gdy ktoś posprząta za nią. Grażyna i jeszcze jedna Ewa jak matki, czułe i jednocześnie surowe, biorą pod opiekę dzieci młodsze i słabsze i jak matki cieszą się ich umiejętnościami i osiągnięciami. Bogusia, Renata, Iwona, Danka, Ela, Krzysiu, Arek, Daniel, Karol – nasi niezastąpieni pomocnicy. To właśnie oni nie tylko reprezentują Dom na zewnątrz, nie tylko śpiewają i przedstawiają, ale towarzyszą nam w naszym codziennym trudzie – ramię w ramię. Im możemy dziękować za to towarzyszenie i za to, że pozwalają nam uczyć i tworzyć.

Proces integracji osób niepełnosprawnych owocuje w ten sposób, że coraz więcej z nich pozostaje w domach rodzinnych, uczestnicząc w różnorakich ośrodkach pobytu dziennego, z czasem, rozpoczynając samodzielne życie. Oczywiście bardziej dotyczy to osób, mogących prowadzić ze światem dialog. ,,To, czego nikt nie chce, do nas należy’’- godzimy się więc, że ci, którzy są zdolni do samodzielności, cieszą się nią. My zaś przygotowujemy się do tego, że w naszym Domu będzie coraz więcej milczących, zamkniętych, odrzuconych i odrzucających, których będziemy wiedli ku światłu porozumienia.

Psycholog – K. Rogińska 2005r